Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hiszpania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hiszpania. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 4 grudnia 2014

G - jak zima.


Grudzień jest, a zimy ni ma.

Zastanawiałem się kiedyś jak to by było, gdyby zima nie była w zimie. Przychodziły takie chwile, że normalną koleją losu w grudniu spadał śnieg, zamarzało pranie na balkonie, zbijało się karmniki dla ptaszków, a żeby wyjść na fajkę, trzeba się było najpierw opatulić w łachmany. Zwłaszcza poranki były trudne. Skrobanie samochodu, albo i odkuwanie go z lodu było nie lada wyzwaniem dla każdego posiadacza pojazdu.
Tu właśnie kończy się refleksja na ten temat.

W Calafell w Hiszpanii nastała zima - to znaczy pora deszczowa. Zazwyczaj pada w nocy a w dzień świeci słońce.






Bo tu już jest zima. Sezon się skończył i morze zwraca, to co turyści pozostawili po sobie.


wtorek, 11 listopada 2014

Barca


Ciąg dalszy odkrywania.














Psia mać


   Podziwiając hiszpańską organizację miasta przyglądałem się z punktu widokowego takiemu oto placykowi.
   Pamiętam, jak kilka miesięcy wcześniej, wspólnie z grupą kilku ludzi dyskutowaliśmy o zastosowaniu takiego rozwiązania w Mielcu.
Jak widać na załączonym obrazku - w centrum Barcelony sprawdza się takie miejsce bardzo dobrze.




   Myślę, że wszyscy są zadowoleni. Właściciele psów, pozostali mieszkańcy, a i psy (myślę, że) również. Plac jest niezbyt imponującej wielkości, ale to nie jedyny w mieście. Prawie przy każdym osiedlu, a raczej parku znajduje się taka wydzielona przestrzeń.
   Plac jest ogrodzony, oświetlony, monitorowany. Rosną tam drzewka i stoją ławki. Jest kranik z wodą i rynienka, niecka w której zbiera się woda do picia. W kilku miejscach są kosze na śmieci i zwierzęce odchody. Domyślam się również, że odpowiednie służby dbają o ład i porządek w takim miejscu.

   Tutaj to działa.

Oczywiście po mieście chodzą również "bezpańskie" psy jak i niewychowani właściciele z "wolnymi" psami, zostawiający po sobie to i owo. Nawet na środku ruchliwego chodnika.

wtorek, 7 października 2014

Flora +


     Miały być częstsze wpisy, a wyszło jak zawsze.
No ale nie po to piszę, aby narzekać.
Przybywając do Hiszpanii lądowałem na Międzynarodowym lotnisku w Barcelonie. Po opuszczeniu budynku poczułem zapach tutejszego powietrza, jego temperaturę i ciężar. Zaraz po tym zwróciłem uwagę na organizację przestrzeni i zieleń. Wszechobecna zieleń, która wydaje się podporządkowywać działalność człowieka, a nie odwrotnie - patrz miasto Mielec (i nie tylko) w Polsce.
     Po kilku dniach pobytu w Hiszpanii utwierdziłem się w moich obserwacjach i wnioskach.
Oczywiście Hiszpanie maja pewne odmienne nawyki, które potrafią drażnić Polaka, ale to ja przecież jestem u nich a nie odwrotnie.
Staram się dopasować.
    Dla mnie cudowne są palmy. Palm tu, palma tam. W centrum miasta - palma, za rogiem palma, przy sklepie - palma, obok samochodu - palma.


Na plaży co? PALMA.



Kolejnym odkryciem jest OLIWKA. Są znane mi tylko pod postacią słoikowanych owoców tej rośliny.



A tu ciągnące się sady tych drzew, krzewów, no i te pojedyncze, stojące w przeróżniejszych okolicznościach otoczenia.

Kaktusy i Juki. Babcie z osiedla, na którym mieszkam w Polsce mogą się chować ze swoimi doniczkowymi karłami. To wręcz bonsai kaktus na parapecie mojej sąsiadki, a największą jukę to widziałem w którymś kościele. Nigdy na zewnątrz rosnącą ot tak sobie frywolnie na skwerku. 


Cała masa nieznanych roślin towarzyszy mi podczas spacerów.



Ciężko mi przywołać w pamięci abym na lekcji geografii, przyrody, czy biologi widział takie rarytasy.

 








Nie sposób sfotografować wszystkie napotkane rośliny, ale to dla mnie naprawdę egzotyczne doświadczenie.



Organizacja przestrzeni, o której już pisałem, niewątpliwie jest tu na wysokim poziomie. Człowiek wręcz jest zapraszany do przebywania wśród roślinności.



Patrząc na te zdjęcia przypominam sobie atmosferę tych miejsc, wraz z głosami rozmów, dziecięcym gaworzeniem i odgłosami ptaków.



 Tu też wspomnę, że po raz pierwszy spotkałem wolno-żyjącą papugę, która niczego sobie sfrunęła z drzewa w poszukiwaniu smakołyków, a potem spokojnie wróciła do swojej watahy na górę.





Ach.

środa, 17 września 2014

Kultura jechania.


Wielkie zdziwienie moje. Kultura kierowców w Calafell jest bardzo wysoka. Wystarczy zbliżyć się do przejścia dla pieszych i już samochód zatrzymuje się by ustąpić nam miejsca.
Ewa mówi, że tak samo jest w Szwecji.
Znajoma mi kiedyś wspomniała, że jadąc do Szwecji Polak musi nauczyć się prowadzić samochód wolno i przepisowo.


... ale najpierw trzeba mieć samochód :)

Witaj przygodo.

Podróż do Hiszpanii z przesiadką uważam za udaną. Lot z Katowic do Düsseldorf mniejszym samolotem poszła o czasie, w czasie i bez komplikacji. Dwie i pół godziny czasu spędzona na porcie lotniczym nie należy do przyjemności, zwłaszcza jeśli zamiarem było nie wydawać tam pieniędzy. Nie obyło się bez herbaty i wody zakupionej w bufecie po to aby usiąść wygodnie przy stoliku i podładować baterie w smartfonach. Polskie kombinacje. Na wszelki wypadek, gdyby ktoś chciał nas wyprosić z miejsca - odpowiadam - sorry ale ja spożywam zakupioną wodę.
Połączyliśmy się na 30 minut z darmowym wifi i daliśmy znak rodzinie i znajomym, że żyjemy.
Przeszliśmy się po porcie. No tak, duży. Pełno ludzi różnych narodowości. Torby, walizki i komunikaty.
Wsiadamy z opóźnieniem do samolotu. Kierunek Barcelona.
Większy samolot, więcej ludzi, większy lęk. Trochę chmurek po drodze i lekkie turbulencje.


Nad Barceloną przejaśnienie i widzimy miejsce lądowania.

Barcelona - witaj.
Z lotniska odbiera nas miły pan i mesiem jedziemy do hotelu w Calafell. Wchodzimy po schodach i spotykamy polaków. Przyjechali tu w tym samym celu.
Pierwsze wrażenia z apartamentu - hym. Obsługa ma tyły w sprzątaniu. Wyposażenie mieszkania, w którym mamy spędzić 4 miesiące jest skromne. Np. Jest ekspres do kawy, ale nie ma czajnika.
ps.Już obczaiłem jak zaparzać w nim herbatę.

Rozpakowanie i spacer, bo jak tu nie zobaczyć morza.

Idziemy spać.

II dzień - gorąco od rana. Jemy śniadanie i idziemy do marketu zakupić najpotrzebniejsze rzeczy. Mamy zamiar sami gotować, więc zakupy dzielimy na kilka grup.
Spożywka, chemia dodatki. To jeszcze nie wszystko. Z czasem się okaże co jeszcze potrzebujemy.
Jemy makaron z pesto i serem i idziemy na plażę.






Plaża super. Bardzo dobrze zorganizowana. Wejście są oznakowane. Przy każdym stoją kosze na segregowane śmieci, ubikacja, prysznic. Co jakieś 50 metrów są leżaki i parasole, z których można skorzystać - jeszcze nie obczaiłem ile kosztuje wynajem.
Woda ciepła i lekki wiaterek. Fale małe, ale fajne. W sam raz do kąpieli w małej kipieli.
No i toplesy.
Większość to starsze panie z niemiec, ale zdarzają się fajne laski.


I tak tu jest.
Będę pracował nad Ewą. Może się odważy. Zrobiła by tu furorę.


Obserwatorzy